21.06.2006 Rotorua

Rotorua to najpopularniejsze miejsce na północnej wyspie. Położona nad jeziorem o tej samej nazwie, oferuje turystom liczne baseny wykorzystujące gorące wody termalne. Rotorua daje też możliwość zasmakowania skrajnie skomercjalizowanej kultury Maorysów i innych atrakcji. Więcej o Rotuara (en).

06.06.22.Rotorua-047

DZIEŃ PIERWSZY

Pierwszy przystanek na drodze z Raglan do Rotuary to Waitomo, w którego okolicach można zwiedzać liczne jaskinie. Wycieczki w horrendalnych cenach, na przykład spływ łodzią podwodnymi rwącymi rzekami (black water rafting) to ok. 70$. Dla nas za dużo…i oceniamy, że wystarczy nam wspomnienie podstawówkowego spływu w Sztolni Czarnego Pstrąga w okolicy Tarnowskich Gór (sic!). Idziemy na kawkę a potem oglądamy golenie królików. Na początku dla mnie wygląda to całkiem fajnie, na stojaku siedzi ogromny królik angora, który gdyby nie to, że mruga czasami wyglądałby na wypchanego. Potem przychodzi kobitka zabiera królika, przywiązuje jego cztery łapki do specjalnego urządzenia, rozciąga go i goli maszynką elektryczną. Średnio mi to pasuje, bo wygląda tragicznie. I do tego ludzie robią sobie potem z tym łysym jak fiks któlikiem, dalej wiszącym w powietrzu z rozciągniętymi łapkami. ?eee… Pani tłumaczy, że tak trzeba, że muszą im golić to futro! Eee tam…

06.06.21.Waitomo-028

Zbieramy się i wieczorem już przyjeżdżamy do Rotuary i instalujemy się w hostelu Base Backpackers.

DZIEŃ DRUGI

Rano przed wyjazdem idziemy do Polinesian Spa i z widokiem na jezioro Rotuara moczymy tyłki w kilku basenach o różnych temperaturach wody. Po basenach pod hostel przyjeżdża po nas busik Straya i po drodze do Taupo zatrzymujemy się przy uroczo bulgoczącym jeziorze błotnym.

20.06.2006 Raglan

Nazwę miasteczko i rozpościerająca się przy nim zatoka zawdzięczają oficerowi marynarki brytyjskiej z czasów Wojny Krymskiej - baronowi Raglanowi. Dziś Raglan jest mekką surferów, podobno to najlepszy spot w całej Półkuli Południowej.

06.06.20.Raglan-027

Po porannym moczeniu nóg najpierw w lodowatej rzeczce, a potem w gorących źródłach na Hot Water Beach jedziemy do Raglan. Tam zatrzymujemy się w Karioi Lodge - fajnym hostelu z bungalowami położonymi w buszu, “punktem inspiracji” - leżącą zaraz obok górą z pięknym widokiem na Pacyfik i mocno ekologicznie nastawionymi właścicielami. Git. Hostel prowadzi też własną szkołę surfingową, więc Ci, którym nie przeszkadza zimno próbują swoich sił, a reszta w tym my (nam zimno strasznie przeszkadza) idzie na plażę podglądać surferów. Potem już tylko zachód słońca w punkcie inspiracji, wspólna kolacja ze znajomymi z Holandii - Danielle i Denisem i wszyscy zasypiamy przed TV’kiem.

06.06.20.Raglan-042

19.06.2006 Hahei

Hahei jest znane ze skalistych urwisk i pięknych plaż. 9 kilometrów od Hahei zjajduje się słynna hot water beach - plaża, w której można kopać niewielkie dołki, które momentalnie wypełniają się gorącymi wodami termalnymi.

Rano definitywnie żegnamy się z Auckland. Ostatni raz na wulkanie Mount Eden, z którego widać fantastyczną panoramę downtown i zatoki. Do Hahei dojeżdżamy około 14 i na miejscu w hostelu okazuje się, że do 17 nie będzie prądu. W ogóle dupa, bo znowu leje na potęgę. Kto chce może iść na plażę oglądać jaskinie (Cathedral Cove), kto nie chce nie musi, więc zostajemy pod kołdrami, bo zimno, a na totalne przemoczenie nikt chyba nie ma ochoty. Spokojny wieczór.

06.06.19.Hahei-028

Rano następnego dnia jedziemy na Hot Water Beach. Zimno jak nie wiem co! Brr. Żeby dostać się na plażę, trzeba przeprawić się przez małą rzeczkę. Zdejmujemy więc buty i brniemy przez tą lodowatą wodę, potem biegiem pędzimy do gorących źródeł i z ogromną ulgą moczymy nogi w cieplutkiej wodzie. W Polsce właśnie zaczynają się upały, a tutaj temperatury nie wychodzą ponad kilka stopni….brr. Jak jest tak zimno to wielu rzeczy się odechciewa! Chcemy słońca! … jeszcze jakieś dwa tygodnie i będziemy na północy Australii…tam jest ciepło…auuuu:)

06.06.19.Hahei-026

Nowa Zelandia

Hobbitów brak! Trudno uwierzyć, że ich nie ma, ale podobno tak jest. Jest tak zimno, że nawet Mordor przykryty jest śniegiem. Widać tylko mgłę, a wśród jej oparów kryje się Góra Przeznaczenia. W rzeczywistości Mordor to park narodowy Tongariro, najstarszy i jeden z najpiękniejszych w Nowej Zelandii.

16-18.06.2006 Bay of Islands

Bay of Islands (Zatoka Wysp) to nie tylko piękne krajobrazy (ponad 150 dzikich wysp, leżących w obrębie zatoki), ale również zalążki historii Nowej Zelandii. W 1769 roku do brzegów dzisiejszej północnej wyspy Nowej Zelandii przybija brytyjski odkrywca - kapitan James Cook, miejsce to nazywa Zatoką Wysp. Później stopniowo zaczynają się w tych rejonach osiedlać pierwsi Europejczycy. Tu też w 1840 roku przedstawiciele korony brytyjskiej i miejscowych plemion Maorysów podpisują Traktat z Waitangi sankcjonujący powstanie nowej kolonii brytyjskiej. Sam układ budzi spore kontrowersje, ponieważ tłumaczenie traktatu przedstawione wodzom Maorysów rzekomo nie określało jednoznacznie, iż całkowice zrzekają się oni suwerenności na rzecz korony. Leżącą nad zatoką miejscowość Russell uczyniono pierwszą stolicą nowo powstałej kolonii. Więcej na temat Bay of Islands (en) i traktatu z Waitangi (en).

DZIEŃ PIERWSZY

Rano wsiadamy do busika Straya (firma, w której wczoraj kupiłyśmy karnety na autobusy po wyspie). Po drodze z Auckland do Bay of Islands zatrzymujemy się w Kauri Reserve - rezerwacie ogromnych drzew, z których Nowozelandczycy są tak dumni, jak Amerykanie ze swoich sekwoi. Rzeczywiście nie jesteśmy razem z Anią objąć choćby połowy drzewa:). A że przytulanie się do kaori przynosi szczęście, więc nie wypada nie spróbować.

06.06.16-18.BayOfIslands-031

Po przygodach z drzewami czas na przygody z ptakami. Stajemy w schronisku dla ptaków, gdzie mamy okazję pogłaskać autentycznego nowozelandzkiego kiwi i posłuchać gadającego tui. Tui jest bardzo rozgadany i cały czas w kółko mówi o sick bird - uczy się mówić ze słyszenia, a w schronisku o niczym innym jak chore ptaki się nie mówi:(. Nowozelandczycy w ogóle mają hopla na punkcie ochrony przyrody. Ogólnonarodowym sportem jest polowanie na possumy - oposy australijskie. Te małe futrzaki wielkości kota, sprowadzono do Nowej Zelandii z Australii z zamysłem rozwoju przemysłu futrzanego. Małe oposy szybko wymknęły się spod kontroli, z farm uciekły do lasów i zaczęły się mnożyć na potęgę. Niszczą drzewa, a to z kolei nie pasuje ptakom, które uciekają z wyspy, a to dla Nowozelandczyków katastrofa. Tak więc “good possum is dead possum”.

06.06.16-18.BayOfIslands-034

Do Paihia nad Zatoką Wysp przyjeżdżamy po południu. Na początku podjeżdżamy do Waitangi, gdzie podpisano słynny Traktat, a potem lokujemy się w hostelu Pipi Patch. Wieczorkiem wyżera na hostelowym barbecue:)

06.06.16-18.BayOfIslands-051

DZIEŃ DRUGI

Pada, pada, pada. Wakacje nad Bałtykiem:) Spacer po Paihia, jakieś filmy w TV, mecz rugby Irlandia - All Blacks (narodowa drużyna Nowej Zelandii) i powtórka z barbecue. I tyle…

DZIEŃ TRZECI

Rano znowu paskudna pogoda, więc nie decydujemy się na wycieczkę statkiem i pływanie z delfinami…zimno jak cholera. Później troche, za późno na wycieczkę!, rozpogadza się, więc zbieramy się do Russell po przeciwnej stronie zatoki. Początkowo miejscowośc ta zwana Kororareka zamieszkiwało jedno z plemion Maorysów, potem zaczęli osiedlać się tu Europejczycy, nazwę miejsca przemianowali na Russell i uczynili zeń pierwszą stolicę nowo powstałej kolonii brytyjskiej. Russell jest cholernie małe, nic tam ciekawego nie ma w sumie oprócz ładnej plaży, muzeum Russell (ciekawe?) i pierwszego pubu w Nowej Zelandii, w którym na tyle śmierdzi fajkami, że na kawie siadamy gdzie indziej. Wsiadamy na prom Russell-Paihia, gdzie o mały włos nie giniemy pod atakiem mew - wściekłych mutantów, a po południu busikiem jedziemy z powrotem Straya do Auckland.

06.06.16-18.BayOfIslands-056

13-15.06.2006 Auckland

Auckland położone jest na wąskim pasie ziemii z dwóch stron ograniczonym pięknymi zatokami. Co rusz z ziemii wyrastają wulkany, czynne niestety, co nie za bardzo cieszy mieszkańców miasta, bo jeszcze w tym wieku naukowcy spodziewają sie ogromnej erupcji, która w dużej części zniszczy miasto. Nowozelandczycy uważają Auckland za światową stolicę żeglarstwa. Więcej na ten temat.

06.06.13-15.Auckland-025

DZIEŃ PIERWSZY

Zaraz po przylocie Ania biega od okienka do okienka domagając się rekompensaty za stracony czas od Lan Chile (prawie dziesięciogodzinne opóźnienie lotu). I udaje się! Dostajemy talon na taksę do centrum (jakieś 120 zeta w kieszeni:) Idziemy do centrum informacji turystycznej na lotnisku - fajnie to mają zorganizowane, mnóstwo ulotek z hostelami, hotelami, organizatorami wycieczek. Babka z obsługi może do nich dzwonić i rezerwować miejsca. Wybieramy najtańszy z dostępnych w centrum hosteli…na miejscu swojsko, dużo ludzi, kolacja w cenie (można sobie upgradeować do ludzkich rozmiarów za dodatkową opłatą), powitalne piwko w knajpie hostelowej i idziemy spać.

06.06.13-15.Auckland-024

DZIEŃ DRUGI

W recepcji bookujemy darmowy tour po mieście, na który następnie się spóźniamy. Na szczęście udaje nam się dogonić wesoły autobus Stray’a (firma, która promocyjnie organizuje darmowe toury po Auckland) i spotykamy się z resztą spragnionych opowieści o Auckland za friko przy marinie w downtown. Takie fajne łajby tam stoją…na Mazury nam się chce! Potem wsiadamy do autobusu i jedziemy na jeden z licznch w mieście wulkanów. Na innym oglądamy pomnik Savage’a - jedynego lubianego w Nowej Zelandii Australijczyka. A polubili go po tym jak założył pierwsze w kraju związki zawodowe i pomógł stworzyć system opieki społecznej, więc ta niecodzienna miłość jest całkiem zrozumiała. Koniec wycieczki to piwko w jednym z miejscowych browarów.

A po powrocie nie robimy NIC! Ania dzisiaj ma jet lag’a i o 17 kładzie się spać. Mnie to czeka dopiero jutro.

06.06.13-15.Auckland-017

DZIEŃ TRZECI

Rano idziemy do Maritime Museum - duużo statków, jachtów i małych łódek. Oprowadza nas zajawiony 80-cio letni wolontariusz. Fantastycznie opowiada o America’s Cup, największych na świecie regatach żeglarskich. Kilka razy impreza organizowana była właśnie w okolicy Auckland (kraj, który wygrywa America’s Cup organizuje następne regaty u siebie, dokładnie jak w przypadku Eurowizji), a sami Nowozelandczycy ze swoich sukcesów żeglarskich są niezmiernie dumni. Peter Blake to taki nowozelandzki Małysz, tylko że pływa, nie lata. Pan o naszym Kusznierewiczu nie słyszał niestety!
Wracamy do hotelu i kupujemy pass autobusowy po wyspie północnej (mamy w sumie 2 tygodnie czasu, więc na przejechanie południowej wyspy nie ma kompletnie szans, a i tak tam jest jeszcze zimniej niż tu, więc ewentualnie mogłybyśmy na narty pojechać).

Jedziemy do Auckland Museum - fantastyczne multimedialne muzeum z wystawami poświęconymi kulturze Polinezji, w szczególności zaś Maorysom. Są ekspozycje z roślinkami i zwierzątkami, w cholere wielkich wypchanych ptaków, ja się bałam a co dopiero małe dzieci! I jest też niedawno otwarta rewelacyjna wystawa o wulkanach. Można wejść do specjalnie zbudowanego na tą okazję domku, usiąść w wygodnej kanapie i przeżyć symulację trzęsienia ziemii. Kosmos! Chcemy ciekawych muzeów w Polsce!

Potem spacerkiem przez miasto wracamy do hostelu.