9-11.06.2006 Santiago de Chile - Valparaiso - Viña del Mar

Santiago niepowtarzalnego charakteru nadają otaczające je od wschodu szczyty Andów. W mieście na uwagę zasługuje potężna katedra metropolitalna, siedziba prezydenta - Palacio de la Moneda, liczne parki i piękne stacje metra. Więcej o Santiago (ang.).

Godzinę drogi od Santiago nad Pacyfikiem znajduje się najważniejszy port Chle - Valparaiso. Miasto położone jest na zboczach płynnie schodzących do morza. Valparaiso to kolorowe domki i prowadzące na wzniesienia liczne kolejki szynowe (tzw. ascensores). Tu obraduje parlament chilijski. Miasto znajduje się na światowej liście dziedzictwa kulturowego UNESCO. Z Valparaiso graniczy obfitująca w rozległe plaże popularna wśród turystów Viña del Mar.
Więcej o Valparaiso (ang.) i o Viña del Mar.

DZIEŃ PIERWSZY

Do Santiago przyjeżdżamy z 3 godzinnym opóźnieniem, metro już nie działa, więc taksą jedziemy do Mai - koleżanki Magdy Szeląg. Maja i Perseval super mili, na kolację pycha naleśniki z bananami:).

06.06.10.Valparaiso-VinaDelMar-002

DZIEŃ DRUGI

Po królewskim śniadaniu jedziemy do Valparaiso. Najpierw metrem (najczystsze metro na świecie? piękne mozaiki i obrazy na ścianach) potem autobusem ze stacji Pajarito. Valparaiso objęte jest patronatem dziedzictwa kulturowego UNESCO. Wzgórza miasteczka “porośnięte” kolorowymi domkami, schodzą do Pacyfiku, którego brzeg to głównie zabudowania portowe. Kolorowe kontenery fajnie współgrają z domkami w centrum. Nie trzeba wspinać się wąskimi i krętymi uliczkami, można skorzystać z jednej z kolejek szynowych. Zwiedzamy muzeum jakiegoś generała otoczone przestronnym tarasem z widokiem na miasto i port.

06.06.10.Valparaiso-VinaDelMar-007

Potem jedziemy do Viña del Mar - popularnego kurortu. Wysiadamy z autobusu w centrum i wydaje się, że nic ciekawego tam nie ma, więc piechotą robimy sobie długi spacer wzdłuż wybrzeża do samego Valparaiso. Po drodze mijamy słynny zegar ułożony z kwiatów i zatrzymujemy się na na największym i najlepszym pstrągu pod słońcem. Wracamy do Santiago i znowu Maja czeka na nas z pycha kolacją. Bajka:)

06.06.10.Valparaiso-VinaDelMar-010

DZIEŃ TRZECI

Znowu królewskie śniadanko, a potem spacer po centrum Santiago. Na Plaza de Armas zwiedzamy katedrę metropolitalną z połowy XVIIIw. Deptakiem Alameda idziemy w stronę prezydenckiej siedziby - Palacio de La Moneda. W 1973 roku Pinochet dokonał tu zamachu stanu w którym zginął prezydent Allende. W Palacio de la Moneda niedawno otwarto centrum kulturalne, w którym zwiedzamy wystawę rękodzieła chilijskiego. Bardzo fajna. Wracamy na Plaza de Armas i idziemy w drugą stronę, gdzie trafiamy na Estacion Mapocio - dawnej stacji kolejowej przekształconej na muzeum. Tam też fajna wystawa fotografii. Wracamy do domu, pakujemy się, żegnamy z Mają i Persevalem i jedziemy na lotnisko.

06.06.11.SantiagoDeChile-002

Na miejscu okazuje się, że zmienił się rozkład lotów i polecimy dwie godziny później, ale w ramach rekompensaty dostajemy kupony na kolację. Potem lot przekładają co pół godziny, aż w koncu go odwołują i przewożą nas do Sheratona. Biała pościel, wypasiona łazienka, plazma na pół ściany i to wszystko po nocach w zimnych i mrocznych chatach w Boliwii i Peru, bez ciepłej, bieżącej wody. Ale wszystko ma swoje uroki.

06.06.11.SantiagoDeChile-012

I TAK TROCHĘ Z ŻALEM I Z PIĘKNYMI WSPOMNIENIAMI WODOSPADÓW IGUAZU, RIO, BAIRES, SALTY, SALARU DE UJUNI, WYSPY S�?OŃCA, MACHU PICCHU, AREQUIPY I SANTIAGO OPUSZCZAMY AMERYKĘ PO�?UDNIOWĄ. PRZED NAMI WIELKA WODA I BRAMY MORDORU W NOWEJ ZELANDII.

8.06.2006 Tacna (Peru) - Arica (Chile)

Do 1880r. Arica należała do Peru, które w wyniku Wojny o Pacyfik (inaczej zwana wojną o saletrę) straciło miasto na rzecz Chile. Nad miastem wznosi się góra El Morro, na której zatknięty jest symbol zwycięstwa - flaga chilijska. Dziś Arica to ważny port i popularne kąpielisko. Więcej informacji po polsku i po angielsku.

06.06.08-09.Arica-Atacama-001

Dzień zaczynamy znowu o świcie, o 5 rano pijemy kawę w dworcowej knajpie w Tacna. W miarę sprawnie udaje nam się znaleźć transport do Arici po stronie chilijskiej. Granica jest czynna dopiero od 6 albo 7 (zależy kogo pytać), więc mamy trochę czasu. W międzyczasie poznajemy Portugalczyka Tiago, który też chce się przedostać do Chile. Przez granicę przejeżdżamy prywatnym samochodem za niewielkie pieniądze, kierowca załatwia większość formalności, my tylko pokazujemy paszporty. Zabierają mi grejpfruta! Jakieś przepisy sanitarne, czy cuś. Skandal:). Granica leży już na pustyni Atacama, która towarzyszyć nam będzie do samego Santiago. Wysiadamy na dworcu w Arice, kupujemy bilety do Santiago na 16 (Tiago miał jechać z nami, a potem przedostać się przez Andy do Mendozy w Argentynie, mówią nam, że drogi przez przełęcze Andów są nieprzejezdne, napadało bardzo, a nasz nowy kolega się spieszy i nie ma czasu, więc postanawia zawrócić). Zbieramy się do centrum.

06.06.08-09.Arica-Atacama-003

Po drodze mijamy ogromny port, a przed nami na horyzoncie rysuje się ogromna góra wyrastająca nad miastem - El Morro. Docieramy na plażę, nici z kąpieli, bo ania szybko zauważa martwego wilka morskiego na plaży. Nie zachęca. Ale za to wysypiamy się porządnie. Wracamy na dworzec. I z pół godzinnym opóźnieniem ładujemy się do autobusu do Santiago. Miejsca mamy vipowskie bo przed samą przednią szybą na piętrze. Super widoki Atacamy.

06.06.08-09.Arica-Atacama-009

Po drodze mamy dwie kontrole straży granicznej. Chilijczycy bronią się przed imigrantami z Peru. Tacna i Arica mają porozumienie o ruchu przygranicznym, więc na samej granicy kontrola jest jaka jest, czyli prawie żadna. Sprawdzają więc samochody na punktach kontrolnych na jedynej drodze z północy na południe Chile. A propos dróg to oczywiście wypasione. Nie ma co porównywać do naszej A4 z Krakowa do Katowic! 30-godzinna podróż mija nam niezwykle szybko. Po raz enty oglądamy dwa idiotyczne filmy: “Kangura Jacka” i “Gool”. Ten drugi nieco lepszy, ale oglądamy go już któryś raz (bije rekordy popularności w Ameryce, ten o kangurze też, więc puszczają je na każdej dłuższej trasie autobusowej). “Kangur Jack” ma 4.0/10 na IMDB:) A fe!