O podróży dookoła świata.
Tutaj słów kilka o tym jak to z tą podróżą było. W czerwcu 2005 r. spotkałyśmy się z Anią Radecką w Krakowie (Ania mieszka w Wawie) i nad Wisłą z jakąś straszną muzyką wiszącą w powietrzu (słynne ze złych koncertów Wianki krakowskie:) tak sobie rozmawiałyśmy o naszych pierdołach i nagle Ania zaproponowała wyjazd na pół roku do Argentyny. Na początku nie myślałam o tym na poważnie, ale w sumie jak się zastanowić, to czemu nie? W listopadzie podczas mojej rewizyty (ulala) w Wawie decyzja zapadła. Tylko skąd wziąć kasę na bilet i jakieś życie na miejscu? W planach była praca w Argentynie, ale tak na początek przydałoby się trochę gotówki. W grudniu 2005 roku zaraz po obronie wyjechałyśmy więc po “szybką kasę” do Edynburga.
Ania Mucha (po lewej) i Ania Radecka (dla odmiany po prawej) - Salinas Grandes, Argentyna.
Edynburg kojarzy mi się tylko z pracą. Obie pracowałyśmy na dwa etaty, obie bez dnia urlopu przez 3 miesiące, obie czasem po 16 godzin dziennie. Ja w biurze na uniwersytecie i w knajpie, Ania podobnie. Pomysł z podróżą dookoła świata pojawił się pod koniec stycznia. Znajoma opowiedziała nam o swojej koleżance, która z takiego wyjazdu właśnie wracała. Zaczęłyśmy szperać w necie, porównywać oferty i w sumie wychodziło na to, że Argentyna tam i z powrotem będzie niewiele tańsza niż pakiet biletów dookoła świata. Decyzja była prosta, bo w trakcie podróży zahaczyłybyśmy również o Argentynę. Spośród wielu dostępnych wybrałyśmy ofertę British Airways i Quantas - 890 funtów za 6 przelotów + opłaty lotniskowe, w sumie 1250 funtów. Czasu na planowanie nie było wiele, bo trzeba było bookować bilety. Koniecznie chciałyśmy być w połowie sierpnia w Polsce, czyli od zakładanej daty wylotu do dyspozycji miałyśmy niecałe 4 miesiące. I zaczęło się groteskowe planowanie dat wylotów, bo na prawdę nie miałyśmy czasu zastanowić się porządnie gdzie i ile czasu powinnyśmy spędzić. Ile powinnyśmy przeznaczyć na Nową Zelandię?….dwa tygodnie powinno nam starczyć…a na Bali ile?…tydzień…ok….Ameryka Południowa?…no tu z siedem tygodni…itd. Potem z Amazona przyszła część przewodników i też w sumie nie było czasu na czytanie…poczytamy w samolocie do Rio. I tak trochę na wariackich papierach się “przygotowywałyśmy”. Duży spontan.
Suma sumarum wszystko wyszło super. Fantastyczni ludzie i miejsca. Polecamy wszystkim ciekawym świata, którzy mają odrobinę determinacji, żeby przemęczyć się na Zachodzie i odłożyć jakieś pieniądze, chyba że mogą to zrobić w Polsce, albo mają takie kwoty już w ręku. Poniższy blog to zapis z podróży dzień po dniu. W menu jest lista krajów, w których byłyśmy. Klikając na fotki w tekście przeniesiecie się do albumu w galerii z fotkami z tego kraju, o którym właśnie czytacie. Zachęcam do komentowania:) I linkowania:).
Besitos!

