19.06.2006 Hahei
Hahei jest znane ze skalistych urwisk i pięknych plaż. 9 kilometrów od Hahei zjajduje się słynna hot water beach - plaża, w której można kopać niewielkie dołki, które momentalnie wypełniają się gorącymi wodami termalnymi.
Rano definitywnie żegnamy się z Auckland. Ostatni raz na wulkanie Mount Eden, z którego widać fantastyczną panoramę downtown i zatoki. Do Hahei dojeżdżamy około 14 i na miejscu w hostelu okazuje się, że do 17 nie będzie prądu. W ogóle dupa, bo znowu leje na potęgę. Kto chce może iść na plażę oglądać jaskinie (Cathedral Cove), kto nie chce nie musi, więc zostajemy pod kołdrami, bo zimno, a na totalne przemoczenie nikt chyba nie ma ochoty. Spokojny wieczór.
Rano następnego dnia jedziemy na Hot Water Beach. Zimno jak nie wiem co! Brr. Żeby dostać się na plażę, trzeba przeprawić się przez małą rzeczkę. Zdejmujemy więc buty i brniemy przez tą lodowatą wodę, potem biegiem pędzimy do gorących źródeł i z ogromną ulgą moczymy nogi w cieplutkiej wodzie. W Polsce właśnie zaczynają się upały, a tutaj temperatury nie wychodzą ponad kilka stopni….brr. Jak jest tak zimno to wielu rzeczy się odechciewa! Chcemy słońca! … jeszcze jakieś dwa tygodnie i będziemy na północy Australii…tam jest ciepło…auuuu:)
