13-15.06.2006 Auckland

Auckland położone jest na wąskim pasie ziemii z dwóch stron ograniczonym pięknymi zatokami. Co rusz z ziemii wyrastają wulkany, czynne niestety, co nie za bardzo cieszy mieszkańców miasta, bo jeszcze w tym wieku naukowcy spodziewają sie ogromnej erupcji, która w dużej części zniszczy miasto. Nowozelandczycy uważają Auckland za światową stolicę żeglarstwa. Więcej na ten temat.

06.06.13-15.Auckland-025

DZIEŃ PIERWSZY

Zaraz po przylocie Ania biega od okienka do okienka domagając się rekompensaty za stracony czas od Lan Chile (prawie dziesięciogodzinne opóźnienie lotu). I udaje się! Dostajemy talon na taksę do centrum (jakieś 120 zeta w kieszeni:) Idziemy do centrum informacji turystycznej na lotnisku - fajnie to mają zorganizowane, mnóstwo ulotek z hostelami, hotelami, organizatorami wycieczek. Babka z obsługi może do nich dzwonić i rezerwować miejsca. Wybieramy najtańszy z dostępnych w centrum hosteli…na miejscu swojsko, dużo ludzi, kolacja w cenie (można sobie upgradeować do ludzkich rozmiarów za dodatkową opłatą), powitalne piwko w knajpie hostelowej i idziemy spać.

06.06.13-15.Auckland-024

DZIEŃ DRUGI

W recepcji bookujemy darmowy tour po mieście, na który następnie się spóźniamy. Na szczęście udaje nam się dogonić wesoły autobus Stray’a (firma, która promocyjnie organizuje darmowe toury po Auckland) i spotykamy się z resztą spragnionych opowieści o Auckland za friko przy marinie w downtown. Takie fajne łajby tam stoją…na Mazury nam się chce! Potem wsiadamy do autobusu i jedziemy na jeden z licznch w mieście wulkanów. Na innym oglądamy pomnik Savage’a - jedynego lubianego w Nowej Zelandii Australijczyka. A polubili go po tym jak założył pierwsze w kraju związki zawodowe i pomógł stworzyć system opieki społecznej, więc ta niecodzienna miłość jest całkiem zrozumiała. Koniec wycieczki to piwko w jednym z miejscowych browarów.

A po powrocie nie robimy NIC! Ania dzisiaj ma jet lag’a i o 17 kładzie się spać. Mnie to czeka dopiero jutro.

06.06.13-15.Auckland-017

DZIEŃ TRZECI

Rano idziemy do Maritime Museum - duużo statków, jachtów i małych łódek. Oprowadza nas zajawiony 80-cio letni wolontariusz. Fantastycznie opowiada o America’s Cup, największych na świecie regatach żeglarskich. Kilka razy impreza organizowana była właśnie w okolicy Auckland (kraj, który wygrywa America’s Cup organizuje następne regaty u siebie, dokładnie jak w przypadku Eurowizji), a sami Nowozelandczycy ze swoich sukcesów żeglarskich są niezmiernie dumni. Peter Blake to taki nowozelandzki Małysz, tylko że pływa, nie lata. Pan o naszym Kusznierewiczu nie słyszał niestety!
Wracamy do hotelu i kupujemy pass autobusowy po wyspie północnej (mamy w sumie 2 tygodnie czasu, więc na przejechanie południowej wyspy nie ma kompletnie szans, a i tak tam jest jeszcze zimniej niż tu, więc ewentualnie mogłybyśmy na narty pojechać).

Jedziemy do Auckland Museum - fantastyczne multimedialne muzeum z wystawami poświęconymi kulturze Polinezji, w szczególności zaś Maorysom. Są ekspozycje z roślinkami i zwierzątkami, w cholere wielkich wypchanych ptaków, ja się bałam a co dopiero małe dzieci! I jest też niedawno otwarta rewelacyjna wystawa o wulkanach. Można wejść do specjalnie zbudowanego na tą okazję domku, usiąść w wygodnej kanapie i przeżyć symulację trzęsienia ziemii. Kosmos! Chcemy ciekawych muzeów w Polsce!

Potem spacerkiem przez miasto wracamy do hostelu.

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.