7.06.2006 Arequipa
Leżąca u stóp wulkanu El Misti Arequipa zwana jest “Białym Miastem” (La ciudad blanca), a to za sprawą białego kamienia pochodzenia wulkanicznego, którego używano przy konstrukcji domów. “Białe” Centrum wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Arequipa dla nas to porośnięty palmami rynek - Plaza de Armas, bazylika, wszechobecne żółte taksówki - przeważnie Daewoo tico i przepiękne patia, które bardzo przypominają te w hiszpańskiej Andaluzji. Więcej informacji po polsku i po angielsku.
Przyjeżdżamy znowu przed 6 rano. Dworzec ogromny, w sumie to obok siebie są dwa dworce. Orientujemy się w sprawie biletów do Tacny na granicy peruwiańsko - chilijskiej. Znajdujemy też dworcowy prysznic i potem przy kawce i kanapkach w słońcu suszymy włosy. Żółtym tico jedziemy do centrum na Plaza de Armas, tam zwiedzamy bazylikę, Claustros de la Compania - dawną siedzibę jezuitów z imponującymi barokowymi rzeźbieniami i pięknym widokiem na wulkan El Misti. Wstępujemy też do Iglesia de la Compania, kościół jak kościół. A w wąskich uliczkach Arequipy co rusz znajdujemy niesamowityme patio.
Przez zupełny przypadek trafiamy do Muzeum Sanktuariów Andyjskich (Museo Santuarios Andinos). I tu znowu podobna historia jak z Museo de Alta Montana w argentyńskiej Salcie. We wrześniu 1995r. amerykański antropolog Johan Reinhard po 23 latach badań natrafia w kraterze wulkanu Ampato (6380mnpm.) na ciało złożonej w ofierze nastoletniej Juanity. Można ją oglądać w specjalnej komorze, gdzie zachowane są identyczne warunki jak w kraterze wulkanu, jest zimno i panuje odpowiednia wilgotność, co zapewniło, że ciało zachowało się przez kilka wieków w stanie niemal idealnym. Inkowie składali dzieci w ofierze przy okazji ważnych wydażeń, np. podczas świąt religijnych, czy w przypadku jakiejś katastrofy. Dziewczynka w momencie śmierci miała od 12 do 14 lat. Podobnie jak dzieci z Salty Juanita przed śmiercią przeżyła rytualną podróż do Cuzco, gdzie odbywały się uroczyste ceremonie, a po powrocie w rodzinne strony została złożona w ofierze. Inkowie wierzyli w życie wieczne i taka ofiara była nobilitacją dla dziecka i jego rodziny.
Po muzeum buszujemy w księgarni, jemy ogromny kawałek tortu w fast-foodowej kawiarni i wspinamy się ulicą Jerusalem do Selva Allegre - miejscowego parku. Włamujemy się przez płot, bo nie wiedzieć czemu park jest czynny tylko przez trzy dni w tygodniu. Jak już zaczyna się ściemniać niechętnie zbieramy się z parku (czytanie książek w słońcu w miejscu z widokiem na całą Arequipę…bajka) i lądujemy na kawce w jednej z knajp na dachach budynków wokół Plaza de Armas. Odziane w tradycyjne ponczo i tak marzniemy, ale widoczki dużo nam wynagradzają. Zbieramy się na dworzez i wsiadamy do mega zawalonego autobusu do Tacna.




