2-4.06.2006 Machu Picchu i Święta Dolina (Valle Sagrada)

Zapomniane przez wieki Machu Picchu zwane też zaginionym miastem Inków zostało na nowo odkryte przez archeologa z Yale - Hirama Birghama w 1911r. i obecnie jest największą atrakcją turystyczną Peru. Po drodze z Cuzco do Machu Picchu można podziwiać liczne pozostałości miast i świątyń inkaskich leżących w Świętej Dolinie (Valle Sagrada). Najsławniejsze są ruiny w Pisaq, Urubambie, Ollantaytambo, czy Chinchero. Więcej na ten temat.
DZIEŃ PIERWSZY

Anie pod ruinami w Pisaq

Cuzco ma kilka dworców autobusowych, ale z pomocą miejscowych docieramy na ten właściwy, gdzie czeka już autobus do Pisaq w Świętej Dolinie - tam będziemy zwiedzać ruiny Inków. Wysiadamy po godzinie i od razu atakują nas taksiarze i za niebotyczną kasę chcą nas zawieźć do ruin, targujemy się, targujemy i w końcu wsiadamy i jedziemy. Możnaby oczywiście pieszkom, ale nie mamy kompletnie czasu na kilkugodzinną wspinaczkę, bo dzisiaj jeszcze chcemy dotrzeć do Aguas Calientes - bazy wypadowej na Machu Picchu. Ruiny w Pisaq otoczone są malowniczymi górami. U stóp leżą rozległe tarasy, a przed nami rozciąga się imponujący widok na Valle Sagrada (Świętą Dolinę Inków). W ruinach poznajemy 3 miejscowych kolegów, a jeden z nich proponuje nam wspólne zejście do Pisaq. Jak zwykle fuks, bo kolega opowiada różne historie związane z Inkami. Po drodze mijamy kolejne ruiny i przez 1,5 godziny schodzimy po małych schodkach podziwiając dolinę Urubamby. Zaraz za ścianą lasu przy wejściu do wioski babuszka sprzedaje przy swojej chatce sok ze świeżych pomarańczy:) W mieście wchodzimy w jakieś podwórko, gdzie wypiekają pierożki z serem żółtym i bazylią, pycha.

Pisaq

Wychodzimy na główną ulicę gdzie wsiadamy do busika do Urubamby. Na miejscu przechodzimy z jednej strony dworca na drugą i tam czeka kolejny busik do Ollantaytambo. Na miejscu po szybkiej kawce idziemy na dworzec kolejowy. Stąd odjeżdża pociąg do Aguas Calientes - bazy wypadowej do Machu Picchu. Ostro negocjujemy z kasjerem, ale ten jest nieugięty. Nie sprzeda nam biletów dla Peruwiańczyków (6$ tam i z powrotem) i niestety musimy wywalić 45$ za bilet dla “białych”. Zdzierstwo, bo jedzie się jakieś dwie i pół godziny takim pociągiem jak ruskie elektriczki. No ale nie ma wyjścia. W Aguas Calientes szybko znajdujemy pokój w fajnym małym hoteliku, z wyczesaną łazienką i gorącą! wodą. Szybkie piwko i Pisco Sour na mieście i kładziemy się spać, bo w planach mamy wschód słońca nad Machu Picchu.

DZIEŃ DRUGI

MachuPicchu

Nie wstajemy na wschód słońca, budzimy się tylko, wyglądamy przez okno, a tam same chmury, więc nie opłaca się:) Uff… O ludzkiej porze zrywamy się w centrum informacji gdzie kupujemy bilety na Machu Picchu (trzeba je kupić na dole! i warto mieć Euro26 albo ISIC). Na górę można wjechać autobusem (9$ w jedną stronę!) albo iść pieszkom. Decydujemy się na to drugie przechodzimy małą gehennę, ale za to schodki na górę wiodą przez dżunglę, więc klimat fajny. Na samej górze jest bosko!!! Machu Picchu nie jest przereklamowane:)! Nad ruinami wyrasta Huayna Picchu, góra na którą nie udaje nam się wejść bo jest dzienny limit turystów, których wpuszczają. Ale za to siadamy na jednym z tarasów i podziwiamy ruiny, dolinę rzeki Urubamba, spowite mgłą porośnięte buszem zbocza. Indiana Jones! Tutururu tu tu ru! Schodzimy prawie jako ostatnie i po szybkim obiedzie do łóżek, bo rano musimy złapać pociąg do Aguas Calientes o 5:45.

DZIEŃ TRZECI

W Ollantaytambo mam nawrót koszmaru żołądkowego. Ania wspina się na ruiny, ja dogorywam na rynku wśród tradycyjnie ubranych Peruwiańczyków, bo dzisiaj są wybory. Wsiadamy potem do busika do Chinchero i tam to już dla mnie kaplica, wymiotuję gdzieś za płot w centrum miasta. Ania zwiedza ruiny - Casa de Piedra. Potem już troche dochodzę do siebie, więc załapujemy się na kurs prywatnym combi do Cuzco. Cały samochód wypełniony ludźmi, my z Anią siedzimy w bagażniku z jakimś małym chłopcem, któremu po pewnym czasie jest niedobrze, więc wymiotuje! Zarzygany dzień.. Ja cały czas półprzytomna jestem, więc bardzo mi to nie przeszkadza. Dojeżdżamy do Cuzco, ja kładę się do łóżka, Ania idzie na miasto. Następnego dnia już ze mną lepiej, łazimy jeszcze trochę po mieście, a wieczorem wsiadamy do autobusu nocnego do Nazca, gdzie będziemy podziwiać “tajemnicze” znaki Inków.

Babeczki w Ollantaytambo

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.