25-27.05.2006 La Paz
DZIEN PIERWSZY
Przyjezdzamy przed czasem o 6:30. Kosmicznie wyglada droga wjazdowa. La paz polozone jest jakby w kraterze wulkanu, wiec fajnie wygladaja cale rozswietlone malymi swiatelkami zbocza, po ktorych zjezdzamy do centrum. Z dworca bierzemy taksowke do hostelu El Solaris (30bs/os w dwojce) poleconego przez Izraelczykow. I zaczynamy nasze tzydniowe kurowanie: ja weglem (juz sa apteki!!!), bananami i suchym chlebem, a Ania gripexem.
DZIEN DRUGI
Zwiedzanie La Paz. Miasto raczej brzydkie, zatloczone i pachnace/smierdzace zapachami jedzenia, brudu etc. Co nas zaskakuje to specjalizacja ulic. Nasz hostel jest przy ulicy Linares - ulicy fryzjerow. Kazde niemalze drzwi to fryzjer. Obok jest ulica sklepow z meblami etc.
Docieram sama (Ania lezy w lozku) do Placu Munillo, gdzie znajduja sie katedra i Palac Rady Ministrow. Caly plac wypelniony jest ludzmi, ktorzy stoja i nic nie robia. Niektorzy rozmawiaja z innymi, inni siedza i sie patrza przed siebie. Abstrakcyjny widok. Do placu prowadzi ulica Comercio (handel), na ktorej rzeczywiscie na calej dlugosci sa stragany. I tu znowu pelna specjalizacja, czyli kazdy stragan to co innego: zegarki, dlugopisy, zszywki do papieru, spinki etc.
My mieszkamy obok Placu San Francisco, z imponujacym kosciolem Swietego Franciszka, straganami, lokalnymi targami: warzywnym, owocowym, miesnym, badziewnym. Nieopodal jest targ wiedzm (Mercado de las Brujas). Sprzedaja rozne zielska, figurki magiczne etc.
I tyle z La Paz… Nie jedziemy na typowa wycieczke rowerowa droga smierci, ktora jest obowiazkowym punktem programu wszystkich backpackers´ow. Ania chora, ja chora. Ale uciekamy stad jutro do Copacabana nad jeziorem Tititaca. Tam zaliczymy Wyspe Slonca (Isla del Sol). I uciekamy z Boliwii, panstwa z drogami gorszymi od naszych (asfaltu jeszcze nie widzialysmy).





Powiem tylko tyle…..Ale Ci zazdroszcze.
Moja najdlasza podroz w ostanim miesiacu byla do uroczego slaskiego miasteczka - Gliwice.
besito y abrazo
Comment by Sabini — June 8, 2006 @ 6:48 am