21-24.05.2006 Ujuni

DZIEN PIERWSZY

Do Ujuni przyjezdzamy o 2 w nocy. Ania sprawdza przydworcowe hostele. “Nasi” Izraelczycy ulokowali sie w tym drozszym za 25bs/os dwojka, wiec i my tam sie udajemy.

Rano budzi nas Avi, zbieramy sie i idziemy do agencji wykupic tour, fe fe. Negocjacje cenowe ida ciezko. To za malo nas jest, to nie ma benzyny w calym miescie, bo odcieli prad. W koncu nie dajac sie robic w bambo wybieramy inna agencje i tam dogadujemy sie do ceny 60$/os za trzydniowa wycieczke na Salar (pustynia solna), pustynie, gorskie jeziorka etc. Przy czym pojedziemy w piatke, a normalnie po 60 kasuja za 6-7 osob w samochodzie. Po chwili znowu wychodzi sprawa z benzyna, wiec musimy poczekac do jutra. Dostajemy znizke w hotelu do 7.5bs (jakies 2.5zl!!!)

Tego samego dnia kupujemy bilety do La Paz na srode za 70bs. Reszte dnia obijamy sie to na tarasie hotelu popijajac argentynskie wino z Mendozy, to w knajpie backpackersowskiej (najdrozsze miejsce w calej Boliwii chyba, ale tam nas zabrali Izraelczycy….samo miejsce pachnie domem, milo, kolorowo i smacznie).

DZIEN DRUGI

Wyjezdzamy z Ujuni o 10 rano. Piewrwszy przystanek to cmentarz pociagow (Cementario de Trenes)…dlaczego nie przyszlismy tu na zachod slonca dzien wczesniej!!! Klimat bardzo fajny - dluuugie zardzewiale pociagi.

Kapliczka? - Salar de Ujuni

Potem wracamy do Ujuni po kucharke - conejito:) (kroliczek) naszego przewodnika Davida. Wyjezdzamy na Salar. Widoki niesamowite. Bialo po sam horyzont. Okolo poludnia docieramy na Isla de Pescadores (Wyspa Rybakow) wczesniej zwana INCAHUASI (Dom Inkow). Wyspa porosnieta jest ogromnymi kaktusami. Fajnie wyglada. Tutaj jemy lunch - miesko z ryzem - co prawdopodobnie wykonczylo moj zoladek na kilka najblizszych dni.

Isla de Pescadores (Wyspa Rybaków) Ujuni

Na noc docieramy do hotelu z soli (z soli jest prawie wszystko: sciany, podlogi, lozka nawet). Z Ania rozgrzewamy sie grajac w siatkowke z miejscowymi przy przepieknym zachodzie slonca nad Salarem i otaczajacymi go gorkami, po czym wracamy do hotelu gdzie czeka na nas kawa/herbata i ciasteczka. Zaraz potem na stol wjezdza pyszny obiad. W nocy zaczyna sie moj koszmar zoladkowy. I tak juz bedzie do samego La Paz.

DZIEN TRZECI

Wstajemy za pozno na wschod slonca. David-przewodnik nie pomyslal o tym, zeby nas obudzic!:) A my sami z siebie o 5 sie nie budzimy. Szybko sie zbieramy, jemy sniadanie. Ja niestety sucha bule popijam jakimis indianskimi ziolami. Wyruszamy i lapiemy ostatki ze wschodu slonca.

Wulkan Ollague

Pierwszy przystanek to aktywny wulkan Ollague. Sliczny widoczek. Potem sa mniejsze i wieksze jeziorka otoczone wysokimi gorami (my caly czas jestesmy na wys. ok 4000mnpm). Krajobraz szybko sie zmienia - to pustynia, to jeziorka, to serpentyny. Pieknie. Przejezdzamy przez Pustynie Dali (rzeczywiscie krajobraz jak na obrazach Dalego) ze slawnym Drzewem z kamienia (Arbol del Piedra). Ja jade troche polprzytomnie, bo caly czas spie w samochodzie i wysiadam na fotkowych przystankach. W koncu wjezdzamy do parku Laguna Colorada.

Arbol de Piedra (drzewo z kamienia) na Pustyni Dalego

Na noc zostajemy w smrodliwym hotelu bez biezacej wody - sypialni wszystkich wycieczek. Szybka kolacja, partyjka w wojne i juz jestesmy w lozkach, bo jutro wstajemy o 4.

DZIEN CZWARTY

Wstajemy rzeczywiscie przed switem i wyruszamy bez sniadania. Po drodze do wod termalnych mijamy gejzery (Geysers en Sol de Mañana). Ogromne ilosci cieplej pary, krajobraz abstrakcyjny, bo z kazdej strony buchaja ogromne ilosci pary, jest ciemno i zimno. Sniadanie jemy przy wodach termalnych. Kapie sie tylko Avi, bo reszta zalogi zaczyna powoli niedomagac:).

Laguna colorada - Ujuni

Wyruszamy i droga przez gory pokonujac 5000mnpm dociertamy do Laguna Verde - slicznego jeziorka mieniacego sie kolorami zieleni i blekitu, otoczonego strzelistymi gorami. Wracamy do Laguna Colorada i poprzez Valle de Rocas (Dolina Skal) i duzo malych i mniejszych wiosek wracamy do Ujuni, gdzie kapiemy sie i wsiadamy do autobusu do La Paz.

kurde, mucha, w kazdym poscie musisz napisac coś o śniadaniu: czy było, czy nie było, czy buła była jedna czy dwie, czy sucha czy nie!… paranoja, niedługo zamiast “dzień czwarty” będzie “buła czwarta”;))

ale w kazdym razie czytam, a nie że tylko na fotki czyham;)

ściskam i obiecuje wkrótce maila wydziergać! tylko to tak DUŻO jest do pisania…:/

Comment by grabarka — May 31, 2006 @ 5:24 pm

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.