20.05.2006 Potosi
Na dworzec docieramy o 4:15. Pozwalaja nam zostac w autobusie (na dworze mroz ogromny) do 5, wtedy otwieraja dworzec. Jak juz wrota watpliwego ciepla dworcowego otwieraja sie przenosimy sie wraz z plecakami. Tam sie myjemy, przepakowujemy, ubieramy na siebie polowe zawartosci naszych plecakow!!! i sprawdzamy autobusy do Ujuni. Empresa Emperador sprzedaje je za 40bs. Jakis dobry czlowiek podpowiada nam, ze kilka przecznic wyzej jesty inny dworzec, specjalizujacy sie w autobusach wlasnie do Ujuni. Ania sprawdza i okazuje sie, ze tam ta sama firma sprzedaje za 25bs. Mowili nam wczesniej, ze w Boliwii nic nie ma ceny oficjalnej, wszystko wycenia sie na wyglad, czyli turysta placi wiecej. Sprawdzone:)
Zabieramy plecaki i idziemy na ten drugi dworzec. Po drodze sniadanko w maciupkiej przydworcowej knajpie - 4.5 za kubek kawy i dwie bulki z mortadela i serem. Pycha!!
Troche o samym POtosi. Naljwyzej polozone miasto swiata (112 tys. mieszkancow, 4070 mnpm). Zalozone przez HIszpanow w 1545 r. po tym jak odkryli indianskie kopalnie srebra w Cerro Rico - gorze dominujacej nad miastem. Mowi sie, ze moznaby zbudowac most ze srebra z Potosi do Madrytu. Drugi most moznaby zbudowac z kosci tych, ktorzy w tych kopalniach zgineli (ok. 6 mln. osob).
Docieramy do serca miasta - Plaza 10 de Noviembre - i tam szukamy agencji, ktora organizuje wycieszki do kopalni. Agencji jest duzo, a wycieczki generalnie kosztuja 50bs. Nam na biedne studentki z Polski udaje sie stargowac do 40bs w Silver Tours. Zaraz potem przyjezdza busik i zabiera nas i trzech Izraelczykow (Avi, Gil i Shay) do chatki, w ktorej przebieramy sie w kombinezony, gumiaki. Dostajemy tez kaski z lampkami!!! Potem jedziemy na targ gorniczy (mercado minero) gdzie kupujemy prezenty dla gornikow:koke, sprite, cole, spirytus, dynamit, etc.
Sama wycieczka mnie zaskakuje. Spodziewalam sie milego ogladania procesu uzyskiwania srebra, przechadzki po korytarzach etc. A tu widzimy ciezkie, bardzo ciezkie warunki pracy. Ciezko opisac. Teraz dniowka to 40bs. Kiedys podobno nie wychodzili z kopalni po 3 miesiace.
W kopalniach rozstajemy sie z Izraelzykami, bo oni kupili bilety do Ujuni na 12. Umawiamy sie juz na miejscu, albo wysla mejla, albo zostawia karteczke kolo ubikacji damskiej na dworcu w Ujuni. My po kolejnych opowiesciach naszego przewodnika tez wychodzimy z kopalni i wracamy do centrum.
W centrum zwiedzamy Casa de la Moneda. Tu niegdys produkowano srebrne monety na rynek wewnetrzny i na eksport (glownie Hiszpania). Ciekawe miejsce. POtem kupujemy czapki, ktore bardzo przydadza nam sie na Salarze w Ujuni. Na dworcu kupujemy piwo i ciacha - celebracion!! urodziny Ani.
Podroz do Ujuni to klimatyczny koszmar autobusowy. Najpierw mala dziewczynka kaszle mi przez godzine prosto w twarz. Jak juz ona kladzie sie na podlodze w przejsciu to jej miejsce obok mnie zajmuje serowa babcia, ktora siada na moim lewym ramieniu i calkiem jej wygodnie. Na koniec jak juz serowa babucha wysiada, wsiada kolejna i ta siada na moim spiworze, ktory po pierwsze strasznie ciezko spod niej wyciagnac, po drugie wiadomo jaki ma zapach juz “po”. Baby lapia autobus na stopa, siedzac na srodku jezdni. Wioza ogromne toboly, na targ chyba.


Ania-ten ostatni akapit jest poprostu zajebisty!Dawno się tak nie uśmiałam
Comment by witnica — June 1, 2006 @ 11:40 am