14-15.05.2006 Salta
Salta leży u stóp Andów w północno-zachodniej części Argentyny. Turystów do Salty przyciąga głównie kolonialna architektura hiszpańska, piękna XVIII-wieczna katedra oraz liczne okoliczne atrakcje tj. położona na ponad 4000mnpm trakcja “pociągu do chmur” (Tren a las nubes) czy czerwona ziemia i winnice z okolic Cafayate.
Z autobusu wysiadamy przed 13 i od razu atakują nas hostelarze, wybieramy oczywiście tańszą opcję, podjeżdża taksa i po 15 min. jesteśmy na miejscu. Nie pamiętam jak się nazywał, ale był praktycznie w samym centrum, jedną przecznicę od placu 9 Lipca (Plaza 9 de Julio). Pokój bez okna, z towarzyszem - stałym mieszkańcem Brazylijczykiem - któremu się gęba nie zamyka. Rozmawiamy z właścicielem i za niewielką dopłatą dostajemy dwójkę (matrimonio) z oknem i bez natrętnego towarzysza.
Wychodzimy na Plaza 9 de Julio i od razu odkrywamy “naszą” kawiarenkę, przepyszna latte. Środek placu to palmy i drzewka pomarańczowe, na przeciwko jest słynna katedra, a po lewej Muzeum Archeologii Gór Wysokich (Museo de Arqueologia de Alta Montaña). Przepiękny dzień, ciepło i przyjemnie, więc i kawka zajmuje nam dłużej niż powinna. Zbieramy się w końcu i idziemy do muzeum, które okazuje się miejscem fantastycznym.
W marcu 1999r. wyprawa archeologiczna na wulkan Llullailaco (6700mnpm) odkryła jedno z największych znalezisk wysokich Andów - miejsce rytualnego pochówku trójki inkaskich dzieci. “Sanktuarium na wysokości” (Sanctuario de la altura) to ślad po rytuale capacocha,
którego istotnym elementem było składanie ofiar bogom. Capacocha miał miejsce w czasie żniw. Każda z 4 głównych grup wchodzących w skład imperium Inków wysyłała wówczas do stolicy Cuzco jedno lub dwójkę “nieskazitelnych” dzieci wywodzących się z najbardziej zamożnych i szanowanych rodzin. Podczas uroczystej ceremonii w Cuzco zawierano symboliczne małżeństwa pomiędzy małymi przedstawicielstwami tychże dzieci z różnych grup - pięknymi złotymi laleczkami ubranymi w różnokolorowe stroje. Rytuał spajał różne grupy wchodzące w skład Imperium. Po ceremoniach w Cuzco dzieci wraz z opiekunami wracały w swoje strony i tam w okolicznych górach - miejscach najbliższych słońcu - wraz z towarzyszącymi im laleczkami składano je w ofierze bogom. Dzieci odnalezione w kraterze wulkanu Llullaillaca to 15-letnia La Doncella (panienka), 6-letni El Niño (chłopiec) i 6-letnia La Niña (dziewczynka). Po zwiedzaniu siadamy na pogawędce z zajawionym pracownikiem muzeum. Opowiada głównie o niewyjaśnionych zjawiskach, wyższości cywilizacji Inków nad obecną, fajnie opowiada i nawet przekonująco.
Następnego dnia wstajemy w miarę, w miarę i od razu wybieramy się na górę Św. Bernarda, z której rozciąga się piękna panorama Salty. Nie zdzieramy butów, tylko elegancko jak na prawdziwe turystki przystało na górę wjeżdżamy kolejką, w dół zresztą też zjeżdżamy:/, czego w sumie żałujemy, bo można było spacerkiem, ale że kupiłyśmy bilety w tą i z powrotem, to nie będziemy się wygłupiać:). Potem spacerek po Salcie i odwiedzamy biura turystyczne, targujemy się w naszym stylu i wybieramy wycieczkę wzdłuż torów pociągu do chmur (tren a las nubes) do San Antonio de los Cobres i potem przez salar (in. solnisko) i Purmamarcę do Humaguaki, skąd potem wyruszymy do Iruya. Cała impreza to 130 zeta/os (za ponad 500km prywatnym autkiem z kierowcą) ale okało się że warto było.
