12-13.05.2006 Rosario

To trzecie co do wielkości miasto w Argentynie (po Buenos Aires i Cordobie) położone jest 300km na północny-zachód od stolicy. Przez miasto przepływa Parana. 12 lutego 1812r generał Manuel Bergrano po raz pierwszy wzniósł tu nową flagę Argentyny, czego upamiętnieniem jest jeden z najważniejszych zabytków miasta - pomnik flagi (Monumento de la Bandera), a 12 czerwca 1928r. urodził się w Rosario Ernesto Guevara. Dodatkowe info po polsku i po angielsku.

Autobus z Baires przyjeżdża z godzinnym opóźnieniem. Miguela poznajemy od razu. Nawet go wcześniej nie widziałam na zdjeciach, jedynie mejle. Skąd “znam” Miguela? Otóz nie znam go:) To kolega Grabarki, którego poznała na Erazmusie we Frankfurcie. I tak sie złożyło, że jak dowiedziała się, że będę w Argentynie, napisała do niego, potem ja napisałam i tak oto jesteśmy w Rosario:).

Zabieramy się taksą do domu Miguela, a tam czeka już na nas cała rodzina z uroczystą kolacją. Przesympatycznie. Widać spory kontrast pomiędzy rodziną Sami z Baires, a rodziną Miguela. Tam było wielkomiejsko i nowocześnie, była zabiegana mama, a tu jest tradycyjnie, a rodzina przy stole w komplecie. I tam, i tu jest przemiło, fajnie, że możemy zobaczyć różne strony Argentyny.

Na kolację pyszna domowa pizza, a po kolacji idziemy z Miguelem i jego kumplem Federico na koncert. Okazuje się, że na koncert trzeba było wcześniej kupić bilety, wiec nie wejdziemy, wiec idziemy obok na bilard. Chłopaki myśleli, że są mistrzami, nie są:) my z resztą też nie, więc jest w miarę sprawiedliwie. Potem na nocny spacer po starym mieście i nad rzekę, która po ciemku wygląda jak morze, taka jest szeroka. A na koniec perełka…chłopaki zabierają nas do miejscowego klubu. Disco latino w wydaniu argentyńskim. Nie wiem co gorsze, kluby na Szewskiej w Krakowie, czy ten koszmarek. Ale przynajmniej śmiechu było sporo:).

Następnego dnia rano postanawiamy ruszać do Salty tego samego wieczora. Drugiego disco latino nie przeżyjemy!:) Na poważnie, śpieszymy się bo czas nam ucieka, a dalej mamy dość napięty “plan”, którego praktycznie nie mamy, ale chcemy jak najwięcej zobaczyć. Po porannej kawce z pysznym ciachem domowej roboty zaliczamy szybkie zwiedzanie miasta: stare miasto i pomnik flagi za dnia. Miguel znika nam na sekunde i wraca z biletami na wieżę pomnika (serce rośnie:) skąd widać piękną panoramę miasta. Potem ciągnie nas do zwiedzania kolejnych zabytków i jest wyraźnie zawiedzony, że wolimy “tracić czas” sącząc piwko nad rzeką:) Miguel rewelacyjnie przygotował się do naszego przyjazdu, a tu cały jego plan w łeb…i zrozum tu chopie babę… Wracamy do domu, wzruszające pożegnanie z rodziną Miguela (babcia się popłakała!), taksówka na dworzec i już siedzimy w autobusie do Salty.

Wspomnienia z Rosario: Miguel i jego rodzina przemili!!!, na drogę mama wciska nam ciasto:), miasto jak miasto, ale bardziej brzydkie niż ładne, a disco latino nigdy więcej!

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.