10888 Puerto Iguazu (1-2.05.2006)

Wodospady Iguazu (port. Cataratas do Iguaçu, hiszp. Cataratas del Iguazú) leżą na rzece Iguazu na granicy brazylijsko - argentyńskiej. I Brazylia, i Argentyna utworzyły wokół swoich części wodospadów parki narodowe, oba umieszczone są na Liście światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc w Ameryce Południowej.

Po stronie brazylijskiej możemy podziwiać piękną panoramę wodospadów, podczas gdy będąc w Argentynie wchodzimy niemalże do ich serca, stojąc zaledwie kilka metrów od urwiska, z którego woda z ogromnego rozlewiska spada z ponad 80 metrów, co robi piorunujące wrażenie. Więcej na ten temat.

Autobus zatrzymuje sie tym razem sam od siebie na granicy i wysiadamy, zbieramy pieczatki, wsiadamy do tego samego autobusu i jedziemy na terminal urbano. Tam Anie od razu atakuje tubylec oferujac hotel El Guembe za 20$ (1 $ real to mniej wiecej 1 zl). Bierzemy bo blisko, tanio i nie dormitorio. W hotelu szybka kapiel, piwko i wyruszamy czym predzej na podboj miejskich knajp z wielkim jesc, jesc, jesc wypisanym na twarzach!

Najpierw zahaczamy o bank, nasz dom;), potem znajdujemy knajpke i jemy, i jemy, i jemy. Kolacja jak dla konia za 36$/2 os, a co tam szalec to szalec! Jedzonko przepyszne! Przed snem chcemy jeszcze skorzystac z netu, a ze kafejek wbrod to wybieramy pierwsza lepsza i okazuje sie, ze czeka juz na nas mejl od Mariny (kolezanka z Niteroi w Brazylii) Milutko!! Od razu odpisujemy a tu nagle wielkie bum i gasna swiatla w calym miasteczku. Bierzemy takse i jedziemy do domu. W nocy komary nas zabijaja!

OPIS

Rano (10 ;) - dla nas skoro swit;) wstajemy, dluuugo sie wybieramy, jemy hotelowe sniadanie, czyli sucha bule z dzemem i zabieramy sie do Parque Nacional Iguazu (3.5 $ busik z dworca pod sama brame parku). Wjazd do parku to 30 $, zdzierstwo, a Argentynczycy placa 10 razy mniej! Wszystko przez to, ze nie placimy podatkow w Argentynie, pachnie Rosja.

Caly czas zastanawiamy sie, czy wykupic opcjonalne wycieczki, tj. Gran Aventura - najpierw wjazd lodka pod wodospad, potem splyw rzeka w kanionie, potem jeepem przez dzungle, ktora nie jest taka znowu dzungla, jak ja sobie wyobrazamy ogladajac rozne fajne “Tarzany” itp. Inna opcja to Aventura Nautica, czyli lodka pod wodospad i ya. Mamy jeszcze czas na zastanowienie.

Na poczatku wybieramy sie do Garganta del Diablo, do ktorej dojezdzamy parkowa kolejka przez ta wlasnie dzungle, ktora wcale taka fajna i dzika nie jest. Zadnych tygrysow, lwow, wielkich i kolorowych papug, ale krokodyl byl! Opalal sie skubaniec:) Wysiadamy na mini-stacyjce i kladka przez rozlewiska docieramy do wodospadu(ow) i tu naprawde zapiera nam dech!!!! Jest bosko! Ogromne i sliczne! Fotki sa!

OPIS

Potem wracamy do stacji posredniej i wybieramy circuito inferior, gdzie tez wydeptanymi sciezkami przechadzamy sie po dzungli, cha cha, ale wodospady ladne sa. Caly czas myslimy o kapieli wodospadowej. Ania troche powsciagliwie, bo dalej jest chora, ale sprzedawca, mily oj mily, uzycza jej swojej kurtki przeciwdeszczowej, czym ja przekonuje, i tak za 45$ (brrrrrrr…) ladujemy sie do lodki. Okazuje sie, ze razem ze znajomymi z autobusu granicznego Brazylia-Argentyna. Pierwsze podejscie do wodospadu to kilka kropel na glowe (to wszystko z dzikiej kapieli wodospadowej???) dopiero potem zaczyna sie impreza: ja calutenka mokra, Anie ratuje kurtka od kolegi sprzedawcy. Zimnooo! Inaczej jest pewnie latem przy 45 stopiach, ale przy 20 zimnoooo. Schniemy dlugooo, denerwujemy sie na spozniajaca sie kolejke do wyjscia z parku, a potem na spozniajacy sie autobus do centrum.

W koncu udaje nam sie dojechac na terminal urbano i dzikim pedem (mamy 15 min do autobusu do Buenos Aires) docieramy do hotelu,. zabieramy plecaki i biegniemy z powrotem na dworzec. W ostatniej chwili lapiemy autobus, ale jaki AUTOBUS!!! Fotele prezesa, pierwsza klasa samolotu to nic! ho! ho! ho! Ciezko opisac. A jak przynosza nam po pewnym czasie pyszny obiadek a rano sniadanie to padamy na kolana! Polskie autobusy do muzeum!!!

no muhaa, pod wrazeniem jestem.. az mi słów brakuje ze tam tak ładnie a u nas.. no jako tako nie za brzydko. bo w sumie mogliśmy mieszkać w radomiu ( bez obrazy dla radomian).

trzymaj sie tam i czekam na opowieści po powrocie, ja ci za to opowiem jak fascynująca jest praca w urzędzie.. ale, nie narzekam juz. papa

Comment by stynka — May 16, 2006 @ 2:48 pm

hej Stynkaaaa!!

no ladnie u nas ladnie, u Was tez ladnie!!
jednak urzad, gratulujeç
a jak fascynujaco moze byc w biurze to wiem po robocie w Szkocji:)
cmok cmok

Comment by ania — May 16, 2006 @ 7:59 pm

Oj Muszko, z butow wypadywuje.Ale Krak tez ma swoje plusy, prawda? ;)
Mejl na insecto poniewaz niefortunnie wykasowalam adres, o ktory prosilas.

Comment by Martynka — May 18, 2006 @ 12:22 pm

Twoja opowieść jest już na tym etapie jest miliard razy lepsza od “klasyki gatunku”-bloga Kingi i Chopina…czekam z zapartym tchem na nowe i nowe i nowe

Comment by witnica — May 18, 2006 @ 3:35 pm

Mucha tak trzymać …

Comment by p — May 19, 2006 @ 6:45 am

czołem Muszka

a jednak udało się wyjechać :)
powodzenia na drodze i walczcie dzielnie ze wszystkim :)

pozdro
PW

Comment by Przemek — May 22, 2006 @ 2:55 am

Hola!!!!!!

bueno se me complica un poco con el polaco!!!!!:):):) Todo muy lindo pero no veo ninguna foto de Rosario….:):)

Les deseo lo mejor…….un beso enorme………

Miguel

Comment by Miguel — June 3, 2006 @ 1:13 pm

Hej Ania!!!
Czytam i czytam i trzymam kciuki za dalsze podroze! Uwazaj na dzikie weze i inne wynalazki matki natury ha ha! Koke zazywaj z umiarem i nie pal za duzo haszu ha ha!!! Jak Ci sie znudzi to wpadnij na kawe do nas kiedys w starym splesnialym ale slodkim Edynburghu!
Artur

Comment by arturUK — June 24, 2006 @ 9:30 am

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.