9320km - Niteroi (29.04.2006)
Jedziemy z Mariną, koleżanką Elsy, koleżanką Ani do Niteroi gdzie zatrzymujemy sie kilka dni. Spodziewamy sie “malej wioski” pod Rio (tak nam Niteroi przedstawiła przez telefon Marina), a okazuje sie, ze to taki Kraków w sumie:), co po raz kolejny potwierdza, ze w Brazylii nic nie jest małe!
Zatrzymujemy sie u Mariny w domu i jest pico! Marina przemiła, rodzice tez suuuper! Trudno nam uwierzyć, że tak miło nas przyjmują!
Wieczorkiem zaliczamy koncert muzyki hiszpańskiej chyba tylko z nazwy, bo grają latino, braziliano głównie…ale fajnie im to wychodzi! Po koncerciku z najdroższym w naszej krótkiej brazylijskiej historii piwkiem (cale 5 reali, czyli 7.5 zeta, o zgrozo!) idziemy do jakiegoś “podziemnego” klubiku sambowego. Klimacik fajny…kilku kolesi siedzi wokół dużego stołu i pykaja na rożnych dziwnych instrumentach sambowe rytmy, fajosko! Samba odmiana favelowa. Favela to brazylijskie slumsy, do których dostęp mają tylko ’swoi’. Wejścia do faveli pilnują sami mieszkańcy, więc ‘inni’ Brazylijczycy tam nie wchodzą, bo nie mogą. I tutaj pojawia się pewien paradoks. Firmy turystyczne oferują backpackersowskie wycieczki do faveli, reklamowane w hostelach swojskim sloganem “poczuj się w faveli jak u siebie�? I takie to trochę smutne, że ludzie chcą na siłę oglądać biedę:( i potem cieszą się jak dzieci i opowiadają znajomym o nowej ‘przygodzie’. Złe.
Wracając do podziemnej samby…ile Ci Brazylijczycy mają sił…my z Anią padamy po pewnym czasie na parkiecie, a cala reszta pląsa i pląsa! impresionante!
Następny dzień spokojny, plażowy, choć bez słońca… i wizyta u mamy Elsy, koleżanki Ani. Wizyta z cachacą (niczym sie nie rożni od palinki i każdego innego bimbru…brrr…), miejscowymi serami i salami…


Ja chcę tam, a nie tu!
Klikam na zdjęcia i nadziwić się nie mogę, że tutaj wkleiłaś fotkę wódki, a nie tego kosmicznego wodospadu. Miłości się nie wybiera…
pzdr,
brat
Comment by muszek — May 10, 2006 @ 10:02 am